Jak wstawałem do szkoły
Świetność mojego planu polegała na tym, że wstałbym sobie o 6 rano, wykąpał, nauczył się biologii a potem kulturalnie poszedł do szkoły, ale z niewiadomych przyczyn odbyła się zmiana czasu z zimowego na letni i z powodu jakiejś głupiej zmiany cenna godzina poszła do piachu. Mało tego, mój cały misterny plan spełzł na niczym bo budzik zadzwonił o 7, ja wstałem, przystąpiłem do działania, kulturalnie patrzę sobie na telefon a tutaj godzina 8:03 Nie to żebym jakoś przejmował się spóźnieniem na pierwszą lekcję, nie to żebym sprawdzian wykosił w dwadzieścia minut, tylko ktoś do cholery ukradł cenną godzinę mojego życia ;_; A tak na poważnie - zmiana czasu jest po to, żebyśmy wszyscy następnego dnia mieli mindfuck. Troll z rana jak śmietana